Słowo się rzekło i trzeba stworzyć portal o edukacji domowej.
Nikt nas nie uczył jak to się robi. Nie mamy w tym doświadczenia. Ale to nie pierwszy raz gdy stwierdzamy, że czas otworzyć kolejne drzwi i zobaczyć co czai się w ciemności1. Na dobry początek okazało się, że to nie ciemność ale bardzo wyraźne światło, tłumy ludzi i nawet trochę znaków ułatwiających poruszanie się.
Niejednokrotnie sami zadawaliśmy sobie pytanie „a na co to komu?”, wszak internet jest pełen podobnych blogów (a towarzysz AI odpowie na każde nurtujące Cię pytanie)… Niby jest mnóstwo osób, które mają już to za sobą ale… My chcemy zrobić to jeszcze raz. Po naszemu. Bo tak będzie najlepiej? Bo czemu nie. Trochę dla siebie, trochę dla potomnych, a trochę dla Was, Drodzy Czytelnicy.
+
- Znacie najdłuższy kawał świata?
„Pewien człowiek kładł się spać. Położył się do łóżka, przykrył kołdrą, zamknął oczy i już miał zasypiać, kiedy nagle usłyszał jakieś dziwne skrzypienie dochodzące spod łóżka.
Skrzyp.
Skrzyp.
Skrzyp.
No więc wstał, zapalił światło, odsunął łóżko i zajrzał pod spód. Ale nic tam nie było. Żadnego kota, żadnej myszy, żadnego przedmiotu, który mógłby skrzypieć. Pomyślał więc, że może mu się tylko wydawało. Zasunął łóżko na miejsce, zgasił światło, wrócił do łóżka i położył się spać.
Ale ledwie zamknął oczy, znowu usłyszał:
Skrzyp.
Skrzyp.
Skrzyp.
No i tym razem już go to zaczęło denerwować. Wstał więc ponownie, odsunął łóżko, zwinął leżący pod nim dywan i patrzy, a tam w podłodze jakaś klapa!
No zdziwił się facet, bo przecież mieszkał w tym domu od lat i o żadnej klapie w podłodze nic nie wiedział. Trochę się wystraszył, ale pomyślał, że nie będzie teraz w środku nocy żadnych klap otwierał. Rozwinął dywan, zasunął łóżko, zgasił światło i wrócił do łóżka.
Leży, leży, już prawie zasypia, kiedy znowu słyszy:
Skrobu, skrobu, skrobu.
Chrobot, chrobot, chrobot.
No nie daje mu to spokoju. Wstaje więc po raz trzeci, odsuwa łóżko, zwija dywan i otwiera klapę.
A tam schody.
Ciemne, wąskie schody prowadzące gdzieś w dół. Nie widać, gdzie się kończą, a z dołu wieje zimne powietrze.
Wystraszył się facet nie na żarty. Zamknął klapę, rozwinął dywan, zasunął łóżko i wrócił do łóżka.
Myśli sobie: „Nie ma mowy. Nie będę tam schodził. Co mnie obchodzi jakieś skrobanie? Idę spać”.
Przykrył się kołdrą po samą szyję i zamknął oczy.
Ale skrobanie nie ustaje.
Skrobu, skrobu, skrobu.
Chrobot, chrobot, chrobot.
No więc facet już nie wytrzymał. Pomyślał, że skoro i tak nie zaśnie, to musi w końcu sprawdzić, co się tam dzieje.
Wstaje, odsuwa łóżko, zwija dywan, otwiera klapę i zaczyna schodzić po schodach.
Jeden stopień.
Drugi stopień.
Trzeci stopień.
Schodzi coraz niżej, a schody robią się coraz ciemniejsze. W końcu dochodzi na dół, a tam długi, wąski, mroczny korytarz. Ściany są wilgotne, z sufitu kapie woda, a gdzieś daleko słychać ciche skrobanie.
Skrobu, skrobu, skrobu.
Facet stoi przez chwilę i nasłuchuje. Potem robi kilka kroków w głąb korytarza. Idzie powoli, rozgląda się na boki, aż w końcu dostrzega na samym końcu jakieś drzwi.
Podchodzi do nich. Są stare, ciężkie i całe porysowane. Naciska klamkę, a drzwi otwierają się z przeraźliwym skrzypnięciem.
Za nimi znajdują się metalowe kraty.
No facet już naprawdę nie wie, co o tym wszystkim myśleć. Ale skoro zaszedł tak daleko, to postanawia sprawdzić, co jest dalej. Chwyta kraty, pociąga je i ze zgrzytem otwiera przejście.
Przechodzi na drugą stronę.
A tam ciemne pomieszczenie.
Ogromne, puste, zimne. Pośrodku stoi stół, a na nim drewniana skrzynia. Stara, ciężka, okuta metalem, z jakimiś dziwnymi znakami wyrytymi na wieku.
Facet podchodzi do stołu.
Skrobanie ustaje.
Zapada kompletna cisza.
Patrzy na skrzynię i myśli sobie: „No dobra. Skoro już tu jestem, to zobaczę, co w niej jest”.
Chwyta za wieko i powoli je podnosi.
I nagle ze skrzyni wylatuje duch!
Biały, przezroczysty, z rozwianymi włosami, wyciągniętymi rękami i oczami, które świecą w ciemności.
— UUUUUUUUUUUUU!
No facetowi już nic więcej nie potrzeba. Odwraca się na pięcie i biegnie, ile sił w nogach.
Wypada z pomieszczenia, przebiega przez metalowe kraty i dopada drzwi. Zatrzaskuje je za sobą z całej siły.
ŁUP!
Myśli sobie: „Dobra, zamknąłem go. Teraz niech sobie siedzi”.
Ale ledwie rusza korytarzem, słyszy za sobą:
— UUUUUUUUUUUUU!
Odwraca głowę, a duch przelatuje prosto przez zamknięte drzwi!
No to facet biegnie jeszcze szybciej. Pędzi korytarzem, dopada schodów i wskakuje na nie po trzy stopnie naraz. Wpada na górę, wskakuje do pokoju i zatrzaskuje klapę.
ŁUP!
Przez chwilę stoi nieruchomo i nasłuchuje.
Cisza.
Myśli sobie: „No, teraz to już na pewno go zatrzymałem”.
Ale nagle słyszy:
— UUUUUUUUUUUUU!
Duch przenika przez zamkniętą klapę i unosi się prosto w jego stronę.
Facet rzuca się do dywanu, rozwija go w pośpiechu, zasłania klapę i przesuwa łóżko na miejsce.
ŁUP!
Duch?
Przelatuje przez podłogę.
Facet wskakuje do łóżka, nakrywa się kołdrą po sam czubek głowy i zaciska oczy.
Myśli sobie: „Może mnie nie widzi. Może jak będę cicho, to sobie pójdzie”.
Leży więc nieruchomo.
Sekunda.
Druga.
Trzecia.
Cisza.
Już prawie zaczyna wierzyć, że mu się udało, kiedy nagle słyszy tuż obok łóżka:
— UUUUUUUUUUUUU!
Facet wyskakuje spod kołdry jak oparzony. Rozgląda się po pokoju, szukając jakiejś kryjówki. Za szafę? Nie zdąży. Pod biurko? Za mało miejsca. Do łazienki? Za daleko.
W końcu rzuca się w kąt pokoju, wciska się między ścianę a komodę, kuli się i zasłania głowę rękami.
— Nie ma mnie. Nie ma mnie. Nie ma mnie — powtarza pod nosem.
A duch powoli przelatuje przez zamknięte drzwi.
Rozgląda się po pokoju.
Patrzy na łóżko.
Patrzy na dywan.
Patrzy na szafę.
W końcu dostrzega faceta skulonego w kącie.
Podpływa do niego powoli.
Coraz bliżej.
Coraz bliżej.
Facet słyszy tylko ciche:
Szuuuuuuu…
Szuuuuuuu…
Duch zatrzymuje się tuż za jego plecami. Wyciąga przezroczystą rękę i delikatnie dotyka go w ramię.
A potem mówi:
— BEREK!” ↩︎





Dodaj komentarz